Nie lubię cyklu powieści o Harrym Potterze. Przeczytałam, obejrzałam ekranizację, doceniam, ale "jak zachwyca, kiedy nie zachwyca". Podobnie mam z sagą George'a Lucasa. Widziałam wszystkie części, nawet kilkakrotnie, rozumiem wielkość dzieła, ale...no nie czuję bluesa. Ostatnio wpadła mi w ręce pewna książka. Przeczytałam ją w jeden wieczór i zapałałam chęcią sięgnięcia po wyżej wymienione teksty kultury jeszcze raz i przyjrzenie się im oczami autora.
Praca zespołowa to jedna z podstawowych umiejętności, jakie musi posiąść człowiek, by...przeżyć. Od narodzin do śmierci skazani jesteśmy na życie w grupie. Bez niej - giniemy. Chcemy czy nie, jesteśmy zwierzętami stadnymi i wiele swoich potrzeb możemy realizować tylko poprzez kontakt z innymi ludźmi. Może nie musimy już organizować plemiennych wypraw na mamuty, ale wciąż potrzebujemy się grupować, by sprostać coraz większym wymaganiom współczesności.
"Bądź sobą - szukaj własnej drogi". Tak brzmią pierwsze słowa tej niezwykłej książki, a zarazem cytatu z Janusza Korczaka. Trudniej o bardziej precyzyjną wskazówkę pedagogiczną. Jej prostota poraża, a bezpośredniość zmusza do refleksji - czy ja tak potrafię? Czy umiem stanąć przed uczniami i niczego nie udawać? Dzielić się swoimi doświadczeniami i dawać świadectwo własnym życiem? Anna Konarzewska, autorka książki "Być (nie)zwykłym wychowawcą" niewątpliwie jest właśnie takim nauczycielem - mistrzem.
Poznałam Anię dopiero niedawno. Spotkałyśmy się na "Hop! Zmianie!" w Elblągu i po raz pierwszy rozmawiałyśmy ze sobą na żywo. Nasze spotkanie było niezwykłe - dwie właściwie obce sobie osoby uściskały się serdecznie, rozpromienione uśmiechami i zaczęły pogawędkę, jakby znały się od zawsze. Tak postrzegam Anię - otwartą, serdeczną, radosną. Niczego nie udającą. Prawdziwą.
Zabawa, dowcip, żart. W świecie cynicznych jury programów rozrywkowych, płytkich żartów kabaretów, które nie cofają się przed niczym, by tylko utrzymać widownię, agresywnych prowadzących w mediach - granica żartu niebezpiecznie się przesunęła.
Czy słyszeliście kiedyś o efekcie Forera? Nie? Na nim właśnie opiera się ludzka wiara w horoskopy. Jest to pojęcie z dziedziny psychologii, obserwacja, że ludzie uznają za bardzo trafne opisy ich własnej osobowości, które w rzeczywistości są jedynie ogólnymi zestawami danych odnoszącymi się do znacznej grupy ludzi.
Lubicie astrologię? Ja bardzo. Nie, żebym zaczytywała się gazetowymi horoskopami i z niepokojem serca czekała nocą na wróża Zygmunta, ale interesuje mnie sama idea czytania przyszłości z gwiazd, atronomiczno - psychologiczne podłoże zjawiska oraz matematyczne wyliczenia towarzyszące tworzeniu "prawdziwych" horoskopów.
Interpretacja i metafora to dla moich uczniów zwierzęta legendarne. Ktoś coś tam słyszał o ich istnieniu, ale w praktyce to ich nigdy na oczy nie widział. Co zatem można zrobić, aby oswoić te jednorożce? Jak pomóc uczniom w codziennych poszukiwaniach tych stworów? Ja zaproponowałam dzieciakom dwa warsztaty po 1,5 godziny realizowane po lekcjach. Jeśli ktoś jest lepiej zorganizowany, zawsze może spróbować zrobić to w czasie zajęć lub na godzinie wychowawczej.
W tym roku znalazłam się w gronie szczęśliwców, którzy dostali godziny na zajęcia dodatkowe. Spojrzałam na plan klas, które uczę i od razu przeszły mi pomysły na wszelakiej maści koła naukowe. Nie ma opcji, żeby ktoś po 8 - 9 lekcjach miał jeszcze czas i ochotę na coś, co wymaga systematycznej pracy i myślenia. Postanowiłam zatem zaproponować uczniom zajęcia pod tajemniczą nazwą Laboratorium Artystyczne (LabArt).
Niezależnie od tego, jak bardzo staramy się skupiać na swojej pracy i zmieniać polską szkołę od podstaw, żyjemy i działamy w rzeczywistości edukacyjnej, która jest po prostu chora. Czy chcemy, czy nie jej problemy dotykają nas i naszych uczniów. Możemy robić fantastyczne zajęcia, wprowadzać innowacje, być nauczycielem na miarę XXI w., ale tuż za progiem naszej sali czeka na dzieci szara rzeczywistość - 38 godzin tygodniowo lekcji w ławkach, tradycyjny model nauczania na wielu przedmiotach (no to resztę doczytajcie z podręcznika. I zróbcie ćwiczenia od...do...), stres związany z ocenami i niepewną przyszłością edukacyjną (nieznana formuła egzaminu, skumulowane roczniki, braki w kadrach nauczycielskich), brak czasu (i siły) na rozwijanie pasji.
Co robić z nową klasą przez pierwsze dni szkoły? Wszyscy jeszcze są jedną noga na wakacjach, podręczników nie ma, a i wrześniowe słońce nie sprzyja koncentracji. Jako przeciwniczka "rzeźbienia" proponuję Wam przeznaczyć ten czas na gry integrujące grupę i wzmacniające poczucie wspólnoty. Taka zabawa na pewno spodoba się uczniom, a Wam ułatwi pracę w ciągu roku.
Każdego roku we wrześniu 11 sekund decyduje o tym, jak będzie ci się pracowało przez kolejne 10 miesięcy. W 11 sekund twoja nowa klasa oszacuje dwa podstawowe czynniki: na ile jesteś sympatyczny i wiarygodny. Jeśli uczniowie cię polubią, będą odnosić się do ciebie przyjaźnie i z szacunkiem, otworzą się. Jeżeli uznają cię za wiarygodnego, zaufają twoim kompetencjom i intencjom. Nikogo nie trzeba przekonywać, że te dwa czynniki są kluczowe w edukacji. Co zatem zrobić, by nie zaprzepaścić swoich 11 sekund?
zdjęcie ze strony: http://theinspirationroom.com/daily/2015/unicef-one-shot-on-cyber-bullying/
Inspiracją do tych zajęć i całego działania stała się kampania społeczna UNICEFu "One Shot is enough", której głównym celem jest zwrócenie uwagi na cyberprzemoc i jej skutki. Trzy czarno-białe zdjęcia, będące kwintesencją zjawiska przemocy internetowej zrobiły na mnie ogromne wrażenie i postanowiłam je wykorzystać do działań z klasą wychowawczą (3 kl. gimnazjum).
Całkiem niedawno wraz z koleżanką koordynowałyśmy duży, dzielnicowy projekt Napisz świat od nowa . W ramach tego działania prowadziłam m.in. warsztaty dla uczniów starszych klas szkoły podstawowej i gimnazjum, dotyczące konfliktów zbrojnych na świecie.
Podczas zajęć zastanawialiśmy się, co może zrobić jeden człowiek, czy w ogóle mamy wpływ na to, co dzieje się wokół nas. Wyjściem do zajęć była analiza utworu "Piosenka o Bośni" Josifa Brodskiego, którą uczestnicy robili w grupach.
Dalej warsztaty toczyły się w sposób nieprzewidywalny - w jednej grupie młodzież zatrzymywała się na różnych sposobach pomocy krajom ogarniętym wojną, w drugiej na działaniach organizacji humanitarnych, w jeszcze innej ważniejsze było to, że nie jesteśmy zupełnie bezsilni, możemy reagować.
Warsztaty były dla mnie niezwykłym doświadczeniem - pokazały jak mało czasu my, nauczyciele poświęcamy na sprawy naprawdę istotne. Wydaje nam się, że pewne kwestie są oczywiste np. istnienie organizacji humanitarnych, a tymczasem zdarzały się na warsztatach grupy, które o Polskiej Akcji Humanitarnej nigdy nie słyszały, nie wiedziały, czym zajmuje się WOŚP.
Trudnym tematem był też wolontariat. Mimo iż jest to kwestia wyjątkowo popularna edukacyjnie, w wielu szkołach ogranicza się wyłącznie do organizowania zbiórek i kojarzy się dzieciakom z przymusem. Nie wiedzą, że można pomagać w inny sposób, że w wolontariacie najbardziej liczy się zaangażowanie i otwartość na drugiego człowieka. Nasi uczniowie nie rozumieją sensu wielu akcji, np. maratonu pisania listów organizowanego przez Amnesty International czy akcji społecznych obecnych w mediach (na Facebooku czi Instagramie). Okazuje się, że nauczyciele przedstawiają wolontariat w kategoriach obowiązku lub heroizmu. Nie pokazują dzieciakom, co dzieje się dalej z pieniędzmi/rzeczami ze zbiórek. Przekazujemy dary i zamykamy temat, a potem dziwimy się, że nasi uczniowie nie widzą sensu brania udziału w akcjach charytatywnych.
Warsztaty Co może jeden człowiek? to inspiracja, podpowiedź, jak można rozmawiać z młodymi ludźmi o ważnych problemach. Mam nadzieję, że te rozmowy będą ważne dla Ciebie i Twoich uczniów.