Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Microsoft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Microsoft. Pokaż wszystkie posty

Historia magistra vitae, czyli jak odkurzyć "Syzyfowe prace" [1]

 

Jest taka lektura szkolna, która przyprawia o dreszcze nie tylko uczniów, ale i wielu nauczycieli. Cytując klasyka "jak zachwyca skoro nie zachwyca". Dzieciaki borykają się z niezrozumiałym dla nich językiem, brakiem kontekstu historycznego oraz powolną, nudną akcją. Nauczyciele, jak ten Upiór z II cz. Dziadów, rok w rok przeżywają swoją własną szkolną traumę  i zastanawiają się po cholerę mają to omawiać. Wszyscy zainteresowani najchętniej by ją z kanonu wyrzucili, ku powszechnej radości kolejnych pokoleń. Tytuł, iście adekwatny do prób omówienia tego arcydzieła literatury, trzyma się na liście "bestsellerów edukacyjnych" od roku 1949, balansując między lekturą obowiązkową a uzupełniającą. 

Jak wygrać z gołębiami?

 


Kiedy zaczynałam swoją przygodę jako nauczyciel i instruktor teatralny, pojechałam z moimi gimnazjalistami na warsztaty prowadzone przez Adama Hanuszkiewicza. Po zajęciach miałam okazję chwilę porozmawiać z reżyserem. Nie wiedziałam wtedy, że dostałam od mistrza jedną z najważniejszych lekcji pedagogicznych. Hanuszkiewicz  powiedział mi wtedy, żebym zawsze pamiętała, że młodzież ma taki stosunek do wieszczów, jak gołębie do pomników. 
Kiedy patrzę na listę lektur i czuję trupi odór unoszący się nad kryptą martwych treści, od razu przypominam sobie tamto spotkanie. Co, do jasnej Anielki, obchodzi współczesne dziecko jakiś pułkownik umierający w lesie albo rozkminy o zaletach lipy. Jakiej lipy? Połowa klasy nie odróżnia sosny od klonu, a jabłka wg nich biorą się z supermarketu. Nauczyciel musi więc wykonać istną mission imposible - zainteresować uczniów czymś, co ich zupełnie nie rusza. 

Zwinne portfolio

Wiosna przywitała nas iście po królewsku - koronawirusem.  Trzeba być Rządem "Najświętszej RP", aby naiwnie wierzyć, że wirus skutecznie zmniejszający zaludnienie na świecie, ni stąd ni zowąd podziękuje nam grzecznie za uwagę i oddali się, machając czule chusteczką na pożegnanie. Nasi decydenci przez całe lato radośnie, beztrosko wierzyli w Opatrzność i moc Madonny Jasnogórskiej, która miała zapewne wytoczyć swój majestat i obronić nas przed potopem bakcyla. Nie wyszło, a zima "znów zaskoczyła drogowców". Ponieważ nigdy nie miałam aż tak rozbudowanej kompetencji naiwności, by zasiadać w ławach ministerialnych, wykorzystałam czas względnego spokoju na opracowanie techniki pracy na okres ewentualnego lockdownu.